profil o mnie księga przytul pokochaj

drugi



Najważniejszą rzeczą jest aby cieszyć się swoim życiem – być szczęśliwym – tylko to się liczy. Audrey Hepburn


Była to dość nietypowa angielska zima, szczególnie na południową cześć kraju, gdzie bardzo rzadko padał śnieg, a jak już padał to utrzymywał się nie dłużej niż trzy dni. Tej zimy śnieg sypał bez przerwy od ponad dwóch tygodni. Co wywołało uśmiech na niejednej ludzkiej twarzy. Po raz pierwszy od bardzo dawna Anglicy mieli prawdziwe święta z pięknym, białym puchem. Śnieg prószył delikatnie, wiatru prawie nie było, a gromadka dzieci doskonale bawiła się w parku. Urządzili wielką bitwę na śnieżki, jeździli na łyżwach po zamarzniętym jeziorze i zjeżdżali na sankach z pobliskiego wzniesienia. Wszyscy bawili się doskonale; może poza jedną nastolatką, która zawsze kręciła nosem. Choć nie zawsze była to wina jej niezadowolenia, bardziej przyzwyczajenia.
Miała na sobie dość długi, szary płaszcz w czerwoną kratę, a na głowie tego samego koloru baretkę. Jej nogi zdobiły mało eleganckie stare glany, do których miała niesamowity sentyment.
Nie raz słyszała od swojej matki, że takie obuwie nie przystoi młodej damie. Kawałek skóry z gwoźdźmi w podeszwie potrafiły wywołać u niej białą gorączkę i nagły napad nerwów. I właśnie za to tak bardzo Emily kochała swoje buty. Naprzeciw niej stał niewiele wyższy ciemnowłosy chłopak. Jego całkowicie czarny płaszcz, jak lep na muchy przyciągał do siebie wszelkie śmietki, co go bardzo irytowało. Szyje jego zdobił gruby szalik w czerwono złotych kolorach, barwach jego domu: Gryffindoru. W ręce odzianej w rękawiczki ze smoczej skóry, podrzucał dużą śnieżkę i ze słodkim uśmieszkiem patrzył na ciemnowłosą dziewczynę.
-Jeszcze raz rzucisz we mnie śnieżką, to zamknę się w sobie - odparła Emily, popatrzyła prosto w kasztanowe oczy Jamesa i skrzyżowała ręce na klatce piersiowej.
-Oj Emily, nie bądź taka niedostępna! Może przyda ci się coś na przełamanie lodów? - mruknął chłopak i popchnął ją, a ona pociągnęła go za sobą; upadli na śnieg jak kostki domino.
-Jamesie Potterze! Natychmiast zabieraj swój ogromny tyłek z mojej nogi! - krzyknęła, próbując oswobodzić się spod ciężaru bruneta.
Znali się od niepamiętnych czasów, Emily nie mogła sobie przypomnieć nawet tego jak do tego doszło. Przypuszczała, że miało to miejsce na jednym ze zjazdów rodziny Jamesa, na które ojciec Emily zawsze był zaproszony ze względu na bliską przyjaźń z ojcem chłopaka. Podczas tych spotkań on ciągnął ją za włosy, a ona deptała go po stopach podczas tańca; do dziś nie potrafili się dogadać, ale ze względu na ten sam wiek byli na siebie skazani.

-Lucy - mruknął pod nosem, uśmiechnął się i popatrzył przed siebie.
Emily odwróciła się od niego i spojrzała tam gdzie on, dostrzegła znaną już drobną i wyjątkowo szczupłą dziewczynę. Uczęszczała na ten sam rok, co ona i należała do Ravenclawu gdzie na pierwszym miejscu stawiano naukę. Biegła w ich stronę z nieco zdenerwowaną miną, co chwila oglądała się za siebie. W ruchu zapinała ciemnozielony płaszcz, a jej krótkie, jasne włosy zostały całkowicie schowane pod beżową czapką.
-James... Dobrze, że jesteś... - Wydyszała. Miała nierówny oddech i niezdrowe rumieńce na, o dziwo jak na Weasley'a, nie piegowatej twarzy.
-Louis? -Zapytał z szerokim uśmiechem na twarzy, a w jego lewym policzku pojawił się maleńki dołeczek, którego Emily nigdy wcześniej nie dostrzegła, a z którym było mu wyjątkowo uroczo. Brunetka mimowolnie się uśmiechnęła.
-Tak. Musisz mi pomóc. Zajmij go czymś, a ja w tym czasie gdzieś się ukryję - mruknęła.
Gdy ponownie odwróciła się za siebie, ujrzała niskiego, pulchnego chłopaka biegnącego w ich kierunku. Na jego widok mruknęła coś niewyraźnie pod nosem i pobiegła przed siebie.
-Możesz mi powiedzieć, o co tu chodzi? - spytała brunetka przenosząc swój wzrok z oddalającej się już dziewczyny na Jamesa, stojącego tuż obok niej.
-Zaraz, a teraz nic nie mów o Lucy!
Dziewczyna nie zdążyła otworzyć ust, gdyż po chwili tuż obok niej pojawił się sapiący blondyn.
Oddech miał płytki i nierówny, a jego krótkie loki przykleiły się do czerwonej i pokrytej potem, pyzatej twarzy. -
James, kuzynie - wymamrotał, położył swoją pulchną dłoń na ramieniu chłopaka i oparł się o niego.- Nie widziałeś kuzynki Lucy?
-Louis, jak miło cię widzieć! - Oznajmił James poklepując kuzyna po plecach. Dla chłopaka, który z trudem trzymał się na nogach, takie klepanie wywołało zgubne skutki.
Blondyn zachwiał się delikatnie do przodu i ciągnąc za sobą Jamesa, upadli na zimny śnieg. Louis wylądował dość dobrze, bo na plecach, jednak jego kuzyn nie miał tyle szczęścia i musiał zadowolić się lodem w nosie. Cała ta scena wywołała u Emily napad niekontrolowanego śmiechu.
-Podaj rękę, pomogę ci wstać - powiedziała dziewczyna do Louisa, próbując powstrzymać śmiech.
Chłopak z wdzięcznością pochwycił jej delikatna dłoń. Otrzepał swój ciemny płaszcz iwyciągnął swoją rękę w stronę Jamesowi, który już powoli zaczął się czuć w śniegu jak w domu.
-Dziękuję ci, Louis - powiedział chłopak, akcentując imię kuzyna. Gdy zauważył, że blondyn zaczął iść w stronę, w którą wcześniej poszła Lucy, dodał. - Dokąd się wybierasz? Zostań z nami i naciesz się tą piękną pogodą. Dominique mówiła mi, że rzadko wychodzisz na powietrze.
-Tak to szczera prawda, mój kuzynie. Jednakże mam coś bardzo ważnego do powiedzenia kuzynce Lucy.
-Lucy?- Zapytała Emil, kątem oka dostrzegła przerażoną minę Jamesa, bał się tego, co ona powie. - Wróciła się do budynku, zmarzła - dodała.
-Och, to przepraszam was najmocniej muszę pędzić! - krzyknął odchodząc, w przeciwnym kierunku niż blondynka.
Chłopak, a właściwie mężczyzna poruszał się całym ciałem. Stanowczo stawiał szybkie kroki w miękkim i puszystym śniegu, którego jeszcze nikt nie zdołał udeptać. Brunetka zdjęła swoją czerwoną czapkę i szybkim ruchem strzepała z niej płatki śniegu. Nigdy dotąd nie nosiła czapek, nie przepadała za nimi; zawsze ją gryzły, a przynajmniej tak mówiła rodzicom. Gdy w końcu umieściła czapkę z powrotem na ciemnej czuprynie, zapytała chłopaka:
-Może teraz, gdy już Louis poszedł wytłumaczysz mi, o co właściwie tu chodzi. -Ma fioła na punkcie religii i postanowił, że każdego nawróci na dobrą stronę. Na swój pierwszy cel wyznaczył Lucy, która ma bardzo sceptyczny stosunek do religii. Oboje są bardzo uparci i tak też przy każdej możliwej okazji dziewczyna unika Louisa jak ognia.
James popatrzył na Emily z rozbawieniem i zaczął jej opowiadać całą historię swojego kuzynostwa, które dziewczyna i tak dość dobrze znała; z wyjątkiem Louisa, który odbywając praktyki we Francji opuszczał Bale Bożonarodzeniowe.

-Zapomniałabym. Przekaż to swojemu tacie.
Emily wraz z Jamesem stała w drzwiach jej pokoju, gdy wręczyła mu list od swojego ojca.
-O! Dostałaś czekoladowe żaby, mogę jedną?
Emily kolejny raz tego samego dnia niezdążyła otworzyć ust, a chłopak już siedział na jej łóżku i pochłaniał słodycze.
-Tata wyszedł wyjątkowo niekorzystnie na tym zdjęciu- mając wciąż usta pełne czekolady pomachał jej przed nosem podobizną Harry'ego Pottera.
-Skąd masz tyle prezentów?- Machnął ręką na pokaźny stos pakunków pozostawionych pod oknem.
-Dostałam na gwiazdkę i urodziny.
-To ty masz dziś urodziny? Zapomniałem! Wybaczysz mi?
-Przecież cię nie zabije- odpowiedziała ze sztucznym uśmiechem. Zrobiło jej się trochę przykro, znali się już tyle lat i ona doskonale znała dzień jego urodzin. Chłopcy i ta ich pamięć do dat.
-Nieciekawi cie co jest w środku?- Skończył kolejną żabę i obracał białą kopertę w dłoniach.
-To prywatna korespondencja...
-Och, daj spokój. Nie chcesz wiedzieć co takiego twój tata miał do powiedzenia mojemu, że nie mógł zrobić tego osobiście?
-James, tak nie można.
-A od kiedy przejmujesz się tym co można, a co nie?
Nie czekając na odpowiedź otworzył kopertę najostrożniej jak potrafił. Emily w napięciu śledziła zmieniający się wyraz twarzy chłopaka. Gdy jego oczy zatrzymały się na dole kartki, malowało się w nich współczucie i cichym głosem streścił to co przeczytał.
-Twój tata rezygnuje ze stanowiska szefa Biura Aurorów i chce wybrać się w podróż dookoła świata, nie ma zamiaru już wracać do Anglii. Emily, bardzo mi przykro.



zainteresowanych historią zapraszam do księgi



Napisano 25 września 2011 roku
komentarze [1]